Akcja „N” – zapomniani bohaterowie II wojny światowej…

Kluczowy kanał dystrybucji

Przed II wojną światową polskie koleje (PKP – Polskie Koleje Państwowe) – były firmą słynąca z doskonałej jakości. Punktualność pociągów była legendarna – według ich przejazdów ustawiano zegarki. Wyszkolenie personelu, zwłaszcza maszynistów i obsługi ruchu – było doskonałe. Także pod względem znajomości języków obcych. Parowe lokomotywy i wagony produkowane w Polsce uważano za najlepsze w świecie. Władze niemieckich kolei, również państwowej firmy – o tym wiedziały.

W październiku 1939 roku Reichstag („parlament” III Rzeszy) zatwierdził aneksję około połowy okupowanych terenów Polski jako części Niemiec. Na pozostałym obszarze utworzono GG (Generalne Gubernatorstwo). Warszawa stałą się odrębną jednostką administracyjną.

Jednocześnie władze III Rzeszy, na wniosek dyrekcji własnych Kolei (Deutsche Bahn), włączyły w całości w skład Kolei Rzeszy sprzęt i personel PKP. Polskich kolejarzy z ziem włączonych do III Rzeszy wcielono bezpośrednio do Kolei niemieckich. Tym sposobem zaczęli oni jeździć po całych Niemczech, a potem po całej okupowanej Europie – także jako załogi wagonów pocztowych. Na terenie GG utworzone filię Deutsche Bahn (DB) – tzw. Ost Bahn (OB) – Koleje Wschodnie. Polskich kolejarzy z terenów GG w całości zatrudniono w tej nowej firmie. (Oczywiście z zarządem niemieckim.) Kolejarze „OB” Mieli nieco inne mundury kolejowe i nie mogli jeździć pociągami po obszarze całej III Rzeszy. Ale wkrótce „obsługiwali” jako załogi pociągów cały front wschodni… Kluczowym faktem było to, że polscy kolejarze wcieleni do „OB” – i bezpośrednio do „DB” – po prostu wzajemnie się znali. Z nawiązaniem konspiracyjnych kontaktów, z wyborem osób godnych zaufania, nie było trudności.

Już wiosną 1940 roku polscy kolejarze skopiowali wszystkie druki i pieczęcie poczty niemieckiej. Potem firmowe koperty i pieczęcie najróżniejszych niemieckich urzędów. W tym partii NSDAP, Kancelarii Rzeszy i Dowództwa Armii Rezerwowej…

Nie było z tym problemów. W stolicy Polski tuż przed kapitulacją, twórcy podziemnej armii zdążyli ukryć najbardziej specjalistyczny sprzęt – m.in. do wyrobu pieczęci.

W jaki sposób w miastach zagłębia Ruhry pojawiały się tysiące ulotek czy gazetek, drukowanych niby przez podziemną organizację o ideologicznych rysach socjaldemokratycznych – „nadane” z Hamburga? Przysłane pocztą na domowe adresy?

Adresy odbiorców kopiowano z książek telefonicznych, a jeszcze chętniej – z listów niemieckich żołnierzy z frontu wschodniego do ich rodzin. Wydrukowane w Warszawie lub w Krakowie, te ulotki i gazety „zapakowane” w listy z fikcyjnymi adresami nadawców z Hamburga – wędrowały do Hamburga w wagonie pocztowym jako listy nadane przez Niemców w Polsce do tegoż wielkiego miasta lub z Katowic – z polskiego miasta włączonego przez Niemców do III Rzeszy. (Katowice były najważniejszym punktem przerzutowym materiałów drukowanych w ramach Akcji „N”). Natomiast w Hamburgu załoga wagonu pocztowego złożona z Polaków – zdejmowała z paczki zewnętrzną osłonę. Pod spodem była druga – ze wszystkimi prawidłowymi nadrukami i pieczęciami – że jest to paczka listów nadanych w Hamburgu do np. Erfurtu. Pociąg zresztą jechał dalej do właśnie Erfurtu… Zaś w Erfurcie, po przekazaniu „poczty z Hamburga”, te listy roznosili na podane adresy – po prostu niemieccy listonosze…

Cała reszta była w doskonałości szczegółów, w niesłychanej skali tego przedsięwzięcia, w ścisłym przestrzeganiu warunków bezpieczeństwa, w znakomitym przewidywaniu możliwych niemieckich kontroli i prób przeciwdziałania – tak, że Niemcy nigdy nie „skapowali się” – kto im to robi…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

NOWE