Akcja „N” – zapomniani bohaterowie II wojny światowej…

Jak powstała polska podziemna armia i Akcja „N”

Polska podziemna armia powstała formalnie 27 września 1939 roku w Warszawie. Jeszcze trwało oblężenie stolicy państwa – a grupa wysokich oficerów powołała organizację o cechach zakonspirowanej armii. Pierwotnie nazywała się ona Służba Zwycięstwu Polski. 13 listopada 1939 roku polski premier na emigracji i zarazem Wódz Naczelny, generał Władysław Sikorski, zmienił jej nazwę na Związek Walki Zbrojnej. Finalnie, w kwietniu 1942 roku, podziemna armia uzyskała nazwę Armii Krajowej – w odróżnieniu od wojsk walczących u boku aliantów na zachodzie i formowanych na wschodzie.

Armia Krajowa – to było prawie 400 tysięcy osób, związanych przysięgą wojskową i zorganizowanych w różnorodne struktury, zajmujące się wywiadem, kontrwywiadem, szkoleniem wojskowym, przygotowaniami do powstania zbrojnego przeciwko okupantom Polski, informacją dla społeczeństwa, sabotażem, dywersją, podziemną produkcją broni, łącznością na terenie kraju i z rządem na emigracji – i innymi niezbędnymi działaniami. Równolegle w Polsce istniało cywilne państwo podziemne – jego struktury zajmowały się przede wszystkim oświatą. Zwłaszcza wyższa edukacja została przez Niemców zakazana dla Polaków. Utworzono więc zakonspirowane szkoły średnie i uniwersytety. Ale istniały także podziemne sądy i podziemna policja.

Ważne jest, że podziemną armię tworzono odgórnie – w ostatnich chwilach istnienia polskiego państwa, w obleganej stolicy. To pozwoliło m.in. zakonspirować doskonały sprzęt drukarski – który po prostu ukryto przed Niemcami.

Akcja „N” była wyspecjalizowaną jednostką Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej. To Biuro powstało w marcu 1940 roku. Jego powstanie było koniecznością wobec rozwiniętej na ziemiach polskich przez okupanta nachalnej propagandy niemieckich sukcesów, potęgi i braku sensu wszelkiego oporu. Nawet okupacyjni urzędnicy przyjeżdżający do Polski z Niemiec byli przekonani, że tym razem zajęli Polskę na zawsze.

Powstanie Akcji „N” było pomysłem naczelnego dowódcy podziemnej armii, generała Stefana Roweckiego („Grota”) – który widział konieczność rozwinięcia akcji propagandowej również wobec ludności niemieckiej, mając na myśli przede wszystkim niemiecką administrację w okupowanej Polsce. Generał „Grot” nakazał powołanie „podwydziału N” i mianował jego dowódcą kapitana Tadeusza Żenczykowskiego. Czas szybko pokazał, jak wybitna i trafna była to nominacja. Stało się to w grudniu 1940 roku.

Tadeusz Żenczykowski ur. w 1907 roku, był prawnikiem. W roku 1938 został najmłodszym w historii posłem do polskiego Sejmu. Był to człowiek ogromnie pracowity, pełen świetnych pomysłów. Był znany ze zdolności przewidywania. Uważano go za człowieka genialnego – i geniuszem on rzeczywiście był. Tadeusz Żenczykowski przyjął pseudonim „Kania”. Słowo to po polsku oznacza gatunek smacznego jadalnego grzyba. Wprost niewiarygodne, jak ten „grzybek” miał wkrótce spowodować „niestrawność” w funkcjonowaniu całej III Rzeszy…

Rzecz w tym, że generał „Grot” był zdania, że należy drukować w języku niemieckim gazetki i ulotki dla ludności niemieckiej w okupowanej Polsce. Kapitan „Kania” zaraz po nominacji wdał się ze swoim głównodowodzącym w spór, że on to zrobi dla Niemców na obszarze całej III Rzeszy. A nadto na wielką skalę w niemieckich siłach zbrojnych! Nadto „Kania” bronił tezy, że należy symulować istnienie niemieckich organizacji antyhitlerowskich – jako autorów tych ulotek i gazetek. Generał „Grot” znał raporty własnego wywiadu, mającego świetne placówki w zagłębiu Ruhry, na temat ulotek zrzucanych z samolotów przez Anglików. Mimo, że dobrze zredagowane – były odrzucane przez ludność niemiecką, jako pochodzące od wroga. Dlatego gen. Rowecki zaakceptował wszystkie żądania kpt. Żenczykowskiego. Dowódca Akcji „N” zażądał skierowania do swojego oddziału wszystkich najlepszych lingwistów – znających zwłaszcza zagadnienia lokalnych żargonów języka niemieckiego w różnych prowincjach III Rzeszy. Nadto znawców żargonu wojskowego i niemieckiej biurokracji wojskowej. Dodatkowo „Kania” żądał przeznaczenia do druku materiałów w języku niemieckim czcionek, które nigdy się nie pojawią w drukach po polsku oraz zakonspirowania jego oddziału w najściślejszy możliwy sposób.

Generał „Grot” te warunki przyjął. Akcja „N” stała się podwydziałem Biura Informacji i Propagandy, o której istnieniu wiedział tylko szef tegoż Biura i Komenda Główna podziemnej armii. O Akcji „N” nie wiedział nawet wywiad Armii Krajowej – i często raportował do Komendy Głównej pojawienie się znakomicie zakonspirowanych niemieckich organizacji antyhitlerowskich! Wśród ludności cywilnej i w Wehrmachcie – a nawet w samej NSDAP!

Intensywne przygotowania Akcji „N” trwały od grudnia 1940 roku do kwietnia 1941. Studiowano wszystko co ważne dla takiej akcji: lokalne odrębności języka niemieckiego, wspomniane slogany biurokracji, w tym wojskowej, preferencje polityczne na podstawie wyników niemieckich wyborów, a nawet slogany i słownictwo typowe dla różnych niemieckich partii istniejących przed 1932 rokiem… Gromadzono potrzebne materiały – m.in. książki adresowe. Przygotowano specjalną drukarnię. Pomyślnie rozwiązano problem łączności pomiędzy polskimi kolejarzami na terenie Generalnego Gubernatorstwa i z ziem polskich włączonych do Niemiec – o czym za moment. (Problem ten był zresztą dla skutecznego przeprowadzenia Akcji „N” najważniejszy.) W kwietniu 1941 kpt. Tadeusz Żenczykowski zameldował, że jest gotowy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

NOWE