Akcja „N” – zapomniani bohaterowie II wojny światowej…

Akcja „N” – bilans geostrategiczny

Jest to – jak się wydaje – ogromnie nie doceniany temat. Wiemy, że Akcja „N” spowodowała zatrudnienie przez gestapo 100 tysięcy funkcjonariuszy – tropiących organizacje widma. Ale z nimi współpracowała bliżej nie określona liczba batalionów SS, kompanii policji – koniecznych choćby dla organizowania wspomnianych obław w urzędach pocztowych. Mówienie o zatrudnieniu jednej pełnej frontowej armii nie jest tu przesadą. Jest wręcz skromnym szacunkiem zamętu, jaki zafundował kapitan Żenczykowski władzom III Rzeszy. Ponieważ oddział Akcji N liczył – wraz z drukarzami – w najbardziej intensywnym okresie pracy zaledwie 950 osób, więc każdy żołnierz Akcji „N” dał „zatrudnienie” przeszło 100 Niemcom. I „wywijał” nimi jak…

Oczywiście – 100 tysięcy ludzi to zaledwie około 1% niemieckich sił zbrojnych. Ale taka liczba, taka armia – gdyby była na froncie – mogłaby przesądzić o wygraniu niejednej bitwy.

Czy rozesłanie przeszło miliona druków w języku niemieckim miało realny wpływ na naród niemiecki? Liczący przeszło 80 milionów osób? Otóż okazało się, że miało. Nie brak zresztą dowodów, że druki Akcji „N” podlegały w Niemczech i w niemieckich siłach zbrojnych swoistej wielokrotnej „redystrybucji”. Były przekazywane zaufanym znajomym, a nawet za wysoką cenę odsprzedawane. Więc ten milion należy zasadnie pomnożyć przez 5 lub 10. Nie brak też dowodów, że druki Akcji „N” cieszyły się wielkim autorytetem. Historycy angielscy przekonali się, z jakim pietyzmem były przechowywane przez niemiecką ludność, jako pisma „naszej opozycji przeciw Hitlerowi”!

Na ten autorytet złożyło się kilka czynników. Kilkakrotnie zapowiedzi podane przez kapitana Żenczykowskiego – okazały się prawdą. Trudną do uwierzenia, ale potem całkowicie prawdą! Jak na przykład zapowiedzi wielkich niszczących nalotów, wielkich formacji bombowców alianckich, przenoszących bomby o wielkiej wadze i sile niszczenia. Wiemy, że przed redagowaniem takich ulotek, kpt. „Kania” zasięgał zdania polskich specjalistów lotnictwa. Jaki jest, na przykład, maksymalny możliwy do zbudowania, udźwig bomb dla bombowca dalekiego zasięgu? Itp. Może dlatego w swych pełnych grozy przepowiedniach o zbliżających się strasznych nalotach – dokładnie trafił w prawdę. Podobnie „niemieckie” gazetki dla żołnierzy z informacjami o aktualnej prawdziwej sytuacji na frontach – redagowali najlepsi polscy oficerowie. W oparciu o specjalnie nadawane serwisy z Londynu. To dlatego żołnierze Wehrmachtu potem odsprzedawali sobie te gazetki za astronomiczne sumy. „Chcesz wiedzieć, co się naprawdę dzieje na frontach? To dam ci poczytać. Ale to kosztuje!” A Gestapo było przekonane, że generalicja naprawdę „knuje” przeciwko Führerowi… Cóż, te teksty pisał super-fachowy oficer. Tyle, że nie niemiecki!

Nie ulega wątpliwości, że morale niemieckiej armii na froncie wschodnim załamało się szybciej, niż na zachodnim. Ale też Front Wschodni był głównym „polem pracy” Akcji „N” w niemieckich siłach zbrojnych.

Jeden fakt, zdaje się uchodzi uwadze historyków: Do końca II wojny światowej żadna prawdziwa podziemna organizacja antyhitlerowska w Niemczech nie powstała. Oprócz oczywiście, rachitycznych spisków wojskowych. Ale dlaczego ludzie o opozycyjnych sposobach myślenia, których przecież nie brakowało i w kręgach chrześcijańskich, i w kręgach socjaldemokratycznych – nie zrobili nic, żadnego ruchu?

Na to pytanie jest tylko jedna racjonalna odpowiedź. Nie zrobili nic – bo myśleli, że taka podziemna opozycja już istnieje!!! Nie ma sensu wsadzać kija w szprychy pędzącego wozu i tworzyć nowe organizacje, gdy te już są – i ich członkowie są tacy świetni w skutecznym działaniu. A jedynie sens ma się dołączyć, gdy nam to ewentualnie zaproponują…

A spiski wojskowe – wcześniejszy skupiony wokół admirała Canarisa i późniejszy, jaki rzeczywiście powstał w Dowództwie Armii Rezerwowej – były bardzo nieliczne. Zwłaszcza ten drugi. Wojskowi na każdym kroku przekonywali się, jak są inwigilowani. Co skutecznie uniemożliwiało im większe przedsięwzięcia…

To muszą być fakty brane pod uwagę jako zaskakujące globalne strategiczne skutki Akcji „N”…

Nie ulega też wątpliwości, że na okupowanych ziemiach polskich, typ przybyłego z Niemiec butnego i okrutnego urzędnika okupacyjnego, całkowicie pewnego, że tym razem zajęli Polskę na zawsze – z jesieni 1940 roku – zamienił się na… Przekonanego o klęsce, zdezorientowanego co do zarządzeń własnych władz, przekonanego o ich niekompetencji, częstej dywersji i bałaganie we własnych władzach, przeważnie też starającego się być demonstracyjnie życzliwym dla Polaków, nadto przekonanego o potędze i świetnej organizacji polskiego podziemnego państwa – przestraszonego i niepewnego urzędnika okupacyjnego z końca 1943 i z początków 1944 roku…

Główny udział w tej „metamorfozie” miała – oczywiście Akcja „N”.

Jeśli chodzi o przykład skutecznej dywersji ideologicznej, jaką pokonany i poddany zdumiewająco okrutnej okupacji, w sumie niewielki kraj zafundował zwycięskiemu mocarstwu – w całej historii rodzaju ludzkiego nie wydarzyło się nic podobnego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

NOWE