Z oficjalnej notatki „Podstawowe informacje o rozwoju demograficznym Polski do 2013 roku” przygotowanej przez Departament Badań Demograficznych i Rynku Pracy Głównego Urzędu Statystycznego dowiadujemy się, że w Polsce w 2013 roku odnotowano ujemny przyrost naturalny.

Poniżej trochę szczegółów.

Na koniec 2013 roku ludność Polski liczyła 38,496 mln osób (są liczne opracowania mówiące o tym, że faktycznie liczba Polaków jest niższa i wynosi około 36 mln), jest to mniej o 37 tys. w stosunku do wielkości populacji na koniec 2012 roku. Rok 2013 był drugim rokiem z rzędu, gdy liczba obywateli naszego kraju malała. Poniżej cytaty z oficjalnej notatki „Podstawowe informacje o rozwoju demograficznym Polski do 2013 roku” przygotowanej przez Departament Badań Demograficznych i Rynku Pracy Głównego Urzędu Statystycznego

Tempo przyrostu rzeczywistego wyniosło -0,1%, co oznacza, że na każde 10 tys. mieszkańców Polski ubyło 10 osób.

Pod względem liczby ludności Polska znajduje się na 33 miejscu wśród krajów świata i na 6 wśród krajów Unii Europejskiej.

Według wstępnych szacunków w 2013 roku zarejestrowano 372 tys. urodzeń żywych.

Obecnie liczba urodzeń jest o około 40% niższa w stosunku do wielkości rejestrowanych podczas ostatniego wyżu demograficznego.

Niska liczba urodzeń nie gwarantuje – już od ponad 20 lat – prostej zastępowalności pokoleń. W 2012 roku współczynnik dzietności wyniósł niespełna 1,3, co oznacza, że na 100 kobiet w wieku rozrodczym (15-49 lat) przypadało około 130 urodzonych dzieci. Od lat 90. XX wieku jego wielkość kształtuje się poniżej 2,0, podczas gdy wielkość optymalna określana jako korzystna dla stabilnego rozwoju demograficznego to 2,1-2,15 (tj. gdy w danym roku na 100 kobiet w wieku 15-49 lat przypada średnio 210-215 urodzonych dzieci).

Co te liczby oznaczają dla przeciętnego Kowalskiego?

Jeżeli trend się utrzyma, to Polacy po pewnym czasie po prostu wymrą. Ponieważ przyroda nie lubi próżni więc nikt nie będzie czekał na to aż nasz tubylczy naród spokojnie dokona swojego żywota na ziemiach między Bugiem, a Odrą. Można więc założyć wiele bardzo spektakularnych wydarzeń:

  • Bankructwo kraju i połączone z tym niepokoje społeczne;
  • Import taniej siły roboczej, dla utrzymania starzejącej się populacji i połączone z tym niepokoje społeczne;
  • Rozbiór osłabionego kraju i połączone z tym niepokoje społeczne.

Ogólnie za każdym razem na horyzoncie pojawiają się niepokoje społeczne i trudne do opanowania wydarzenia. Przedział czasowy w jakim będzie dochodziło do tych problemów to szacunkowo około 20 lat.

W podsumowaniu notatki opisano te rysujące się już problemy jednak mało czytelnym językiem urzędowym. Kluczem jest ostatnie zdanie.

Obserwowane w ostatnich latach zmiany demograficzne wskazują, że sytuacja ludnościowa Polski jest nadal trudna, aczkolwiek nieco korzystniejsza niż na początku tego stulecia. Jednakże w najbliższej perspektywie nie należy oczekiwać znaczących zmian, które mogłyby zapewnić stabilny rozwój demograficzny. Niska liczba zawieranych małżeństw oraz zmiany w trendzie urodzeń będą miały negatywny wpływ na przyszłą dzietność, zwłaszcza wobec utrzymującej się nadal wysokiej skali emigracji Polaków za granicę (szczególnie emigracji czasowej ludzi młodych). Trwający proces starzenia się polskiego społeczeństwa będący wynikiem korzystnego zjawiska, jakim jest wydłużenie się trwania życia, jest pogłębiony niskim poziomem dzietności. W przyszłości będzie to powodować zmniejszenie się podaży siły roboczej na rynku pracy i utrudnienia w systemie zabezpieczenia społecznego w wyniku wzrostu liczby i odsetka ludzi w starszym wieku. 

Koalicyjny rząd PO-PSL dysponujący tego typu notatkami i innymi urzędowymi dokumentami doskonale wie, że nadciąga fala ogromnych problemów. Czy jednak zachce temu przeciwdziałać?

Co powoduje, że Polki nie chcą rodzić w Polsce? Odpowiedź jest dość banalna. Pieniądze. Zmiana  statusu finansowego rodzin może pociągnąć za sobą wzrost dzietności. Poniżej propozycja rozwiązania problemu, którą znalazłem na stronie niewygodne.info.pl. Trzeba przyznać, że wygląda bardzo interesująco.

Proste rozwiązania danego problemu przynoszą najczęściej najlepsze rezultaty. W przypadku demografii problem jest w zasadzie jeden – Polacy chcą mieć dzieci, ale nie mają pieniędzy na ich utrzymanie. Pieniędzy nie mają, bowiem państwo zabieram im pokaźne sumy m. in. w podatku dochodowym. W jaki sposób rząd mógłby w tym przypadku pomóc? Rozwiązanie jest bardzo proste – wystarczy, że stojący na czele naszego kraju wdrożą pro-rodzinny system fiskalny, który w kwestii wysokości płaconych podatków, będzie promował osoby posiadające dzieci. 

Jak miałoby to wyglądać w praktyce? Obecnie kwota wolna od podatku dla każdego obywatela III RP bez wyjątku wynosi 3091 zł w skali roku. Limit ten miałby nadal obowiązywać wobec osób nie posiadających dzieci. W przypadku jednak posiadania już jednego dziecka kwota wolna od podatku automatycznie rosłaby (zarówno dla matki jak i ojca dziecka) o 100 proc. – do poziomu 6182 zł. Limit ten miałby wzrastać dwukrotnie za każdym kolejnym dzieckiem. W ten sposób w przypadku posiadania dwójki dzieci, kwota wolna od podatku wynosiłaby 12364 zł (dla każdego z rodziców). W przypadku trójki dzieci – 24728 zł. Czwórki – 49456 zł. Szczęśliwi rodzice piątki, lub większej ilości dzieci, byliby całkowicie zwolnieni z płacenia podatku dochodowego. Ile pieniędzy zostawałoby w ten sposób w portfelach przeciętnie zarabiających rodziców? Posiadanie jednego dziecka przyczyniłoby się do oszczędności podatkowych w wysokości 2225 zł w skali roku. Dwójka dzieci byłaby równoznaczna z oszczędnością 4450 zł. Trójka dzieci gwarantowałaby rodzicom zwrot podatku w wysokości 8900 zł, zaś czwórka – aż 17800 zł. 

Propozycja jasna, prosta, rozsądna, oczywista, przynosząca rozwój itd. i pewnie dlatego niemożliwa do wprowadzenia.

Ostatecznie nie po to rząd zadłużył Polskę i Polaków aby rozwijać kraj. Jesteśmy neokolonią przeznaczoną do wyciśnięcia jak cytryna. Polacy mają wypracować i oddać pożyczone u banksterów przez współpracujących z nimi zarządców pieniądze, służy temu cały opresyjny system finansowy, a potem zejść z tego świata możliwie cicho i bez szemrania, najlepiej w swoje 67 urodziny. W ten sposób banksterzy zarobią na życiu Polaków. Potem zarobią również na naszej śmierci ponieważ pod ziemią leżą skarby o niewyobrażalnej wartości (patrz na eprudnik.pl cykl artykułów o bogactwach naturalnych Polski), które trafią we właściwe ręce po tym jak odejdziemy jako naród na śmietnik historii.

Oby żyło się lepiej.

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here